Wspomnienia jastrzębian


powrót »
W Imię Boga... cz.II

STRAJK ROKU OSIEMDZIESIĄTEGO

28.08.1980r. Czwartek.
Odbyła się pielgrzymka wszystkich kapłanów i kleryków diecezji katowickiej do kościoła Św. Jana Nepomucena, dla uczczenia 250 rocznicy kanonizacji Św. Jana. Zaproszono też całą parafię. Uroczystość zaczęła się o godzinie 10.00.
Obecnych było 500 kapłanów, z tego 350 brało udział w koncelebrze. Wszyscy biskupi katowiccy oraz 200 kleryków. Byli to pierwsi pielgrzymi w naszym kościele.
Od godz. 8.00 na ulicach miasta rozstawiono ministrantów, którzy trzymali kierunkowskazy pokazując drogę do kościoła. Ku naszemu miłemu zaskoczeniu, milicja przygotowała parkingi w pobliżu kościoła i bardzo sprawnie kierowała ruchem w czasie przybywania pielgrzymów.
Uroczystość zaczęła się przed kościołem, przy kapliczce Św. Jana Nepomucena. Kapłani na swoje ramiona wzięli figurę Świętego Nepomucena i z modlitwą różańcową, w procesji przeszli dookoła całego obiektu. Słowa powitania wygłosił ks. Bernard Czernecki proboszcz parafii. Konferencję ascetyczną wygłosił Ks. Bp. Ordynariusz Herbert Bednorz. Rozważania-referat skierował do pielgrzymów Ks. dr Edward Wieczorek proboszcz parafii Olza, który napisała pracę doktorską na temat Św. Jana Nepomucena, jego okrutnej, męczeńskiej śmierci.
Po mszy św. księża dziekani i proboszczowie przedstawili obecnym rozmowy jakie przeprowadzili z dyrektorami wielu kopalń, wstawiając się za górnikami. Bo górnicy stali się niewolnikami pracy. Nie mają wolnych nawet niedziel. Cała ostatnia część pielgrzymki była poświęcona duszpasterstwu robotników, szczególnie pracy górników.

PRZEMÓWIENIE KS. PROBOSZCZA BERNARDA CZERNECKIEGO NA POWITANIE PIELGRZYMKI
28.06.1980

W imieniu całej parafialnej wspólnoty z wielką radością witam pierwszych pielgrzymów w naszym kościele, poświęconym Św. Janowi Niepomucenowi.
Witam pierwszego pielgrzyma ks. bpa Ordynariusza Herberta Bednorza, który od samego początku, niestrudzenie z naszymi górnikami to Boże dzieło dźwiga.
Witam księży Biskupów Pomocniczych, Waszej wspólnocie są dobrze znani, chciałby ze sprawowanych pasterek. Prawdziwych pasterek. Bo w polu, pod gołym niebem, na mrozie, pod gwiazdami. Którym liczba naszych dzieci nie raz dała się we znaki przy udzielaniu sakramentu bierzmowania.
Witam wszystkich kapłanów i kleryków. W tych szeregach wyróżniam i z wdzięcznością wspominam tych kapłanów, którzy jeszcze jako dziekani Wyższego Śląskiego Sanktuarium Duchownego, odwiedzali rodziny naszego Miasta w okresie kolędy i w mieszkańcach budzili zapał oraz entuzjazm dla pracy przy wznoszeniu tej świątyni i pomagali budować parafię.
Witam cały Boży Lud, stanowiący wspólnotę Jastrzębia oraz tu zgromadzony. Kościół, w którym się znajdujemy jest poświęcony świętemu kapłanowi, męczennikowi Janowi Nepomucenowi, od którego i przez którego w Jastrzębiu wszystko się zaczęło. Po spotkaniu całego prezbiterium kościoła katowickiego w tym miejscu, stanowi wielką chwilę dla górniczego Jastrzębia, dla naszej tworzącej się wspólnoty.
Jest to dla nas wielka chwila, gdyż uświadamia nam przebytą drogę. Długą, daleką drogę, przebytą w krótkim czasie. Jeszcze cztery lata temu było to duszpasterstwo uliczne. Na niedzielną eucharystię gromadziliśmy się w szczerym polu. A dzisiaj, w tych warunkach, surowych ale nie najgorszych, możemy już gościć pielgrzymkę tak liczną i kapłanów i kleryków na czele z księżmi biskupami.
Spotkanie księży w tym kościele jest ważną i wielką chwilą dla wszystkich obecnych tu kapłanów. Wielką ze względu na postać świętego kapłana męczennika Jana Nepomucena. Wielka, gdyż w historię naszego kościoła i parafii, w historię tych murów wpisało się wiele kapłanów. Często kapłanów emerytów. I liczne parafie całej diecezji. Jest to okazja, by Wszystkim Wam wyrazić wdzięczność i Wam pokazać, że nie zmarnowaliśmy Waszych ofiar. Ale wielka przede wszystkim dlatego, że tu można naocznie się przekonać, iż na mieszkańców nowych miast, osiedli i bloków, że na braci górników i robotników, także tych górników w pierwszym pokoleniu, Kościół może liczyć i kapłani mogą liczyć. Oni są z nami. I my musimy być z nimi. Braci robotników, górników, żaden kapłan nie może zdradzić w walce o należne im prawa.
Proszę dobrze przyglądnąć się tym murom, ponieważ w tych murach, betonach jest zawarty pot czoła i wielki trud naszych górników, ich żon, a czasem nawet dzieci. Wszystko, co tu widziały oczy Wasze i co oglądają, wykonali sami górnicy, po ciężkiej pracy w kopalni. Społecznie. Z miłością. Nie otrzymali za to ani grosza. I w tym tkwi wartość tego dzieła.
Na tym miejscu łatwiej Wam uświadomić sobie, że tak buduje się wszystkie kościoły w naszej diecezji. Ten kościół jest autentycznym symbolem pracy i wiary polskiego górnika, który wydobywając skarby ziemi, nie zapomina o ważniejszych skarbach ducha.
Ten kościół jest darem Boga, który jest Ojcem wszystkich ludzi. Jest darem dla Chrystusa, który w Jastrzębiu był bezdomny. Jest darem dla Matki Kościoła. Bo człowiek wyrwany z własnego środowiska i rzucony w tę pustynię betonu, potrzebuje ciepła serca Matki. Jest darem dla Kościoła, dla św. Kapłana Jana Nepomucena.
Cieszymy się bardzo, że w tych chłodnych betonach, możemy zapewnić pielgrzymce kapłanów, parę godzin spokojnej modlitwy. A gdy już nasze ciało osłabnie, wtenczas zapraszamy wszystkich kapłanów i kleryków do stołu na probostwie i w salkach katechetycznych. Bo górnicy to ludzie nie tylko twardych rąk i twardej wiary. To ludzie wielkiej dobroci. Wielkiego, czystego serca. Wielkiej miłej gościnności.

Po pielgrzymce wszyscy uczestnicy zostali nakarmieni doskonałym bigosem i świeżym, pachnącym chlebem z prywatnej piekarni. Ciastka i lody dla uczestników były darem serca rodziny Jerzy Mańka z Jastrzębia. Obsługę stanowiły nasze parafianki. Bigos przygotowała kuchnia Ogródków Działkowych.

28.08.1980
Dzisiaj o godzinie 22.00 zaczął się strajk. Jest to wiadomość nie do wiary. Jaki wpływ na to wydarzenie miała pielgrzymka kapłanów, jak i w jakim stopniu przyczyniał się do przełamania bariery strachu, trudno powiedzieć. Pierwsza stanęła Kopalnia Węgla Kamiennego „Zofiówka”, teraz nazwana „Manifest Lipcowy”. Górników do strajku poderwał Stefan Pałka. Ciekawe, jaka będzie odpowiedź władz? Zaczynają się dramatyczne dni. Czy zakończą się masakrą jak w Poznaniu, na Wybrzeżu czy na Węgrzech?
Jest czwartek. Jeszcze nie ochłonęliśmy z pielgrzymkowych wrażeń a już nowa , paraliżująca wiadomość. Strajk. W państwie socjalistycznym. W ludowej demokracji. Już wczoraj i dzisiaj stanęła autobusowa komunikacja w naszym mieście. Do pracy nie przyjechali górnicy dowożeni z dalszych miejscowości. Młodzież nie miała czym udać się do szkół. Wiedzieliśmy, że coś się dzieje. Jednak nikt nie przypuszczał, iż jest to wstęp do strajku na kopalniach.
Wybrzeże strajkuje już dwa tygodnie i komunistyczne władze nie chcą rozmawiać ze stoczniowcami. Górnicy zrozumieli: Jeżeli nie wesprą braci robotników z Wybrzeża, władze są gotowe krwawo ich stłumić. Są przecież zamknięci w jednej stoczni. Pacyfikować siedemdziesiąt kopalni, to już całkiem inny problem. Górnicy zdecydowali solidaryzować się ze stoczniowcami.
Na szybach, wieżach i bramach kopalni powiewają biało-czerwone flagi. Ludzie z biało-czerwonymi opaskami na rękawach strzegą wejść. W mieście obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu.

29.08.1980 Piątek
Na kopalnię „Manifest Lipcowy” przyjechał wiceminister Aleksander Kopeć. Jest godzina 8.30. Trwają rozmowy dyrektora kopalni z górnikami. Wszystko słychać przez głośnik. Najwięcej mówi Stefan Pałka. Stawia sprawy zdecydowanie i ostro. Dyrektor Duda twierdzi, że tylko „Manifest Lipcowy” strajkuje. Inne kopalnie fedrują. W tym momencie na cechownię weszła delegacja kopalni „Borynia”. Okazuje się, że i tam strajkują już od godziny 24. Przez głośnik słychać radosne hura! I górnicy i ludzie pod bramą śpiewają: Jeszcze Polska nie zginęła. Rozmowy zostały zerwane.
Około godziny 11.00 na „Manifest Lipcowy” przybyła delegacja kopalni „ZMP Żory”.
Pada propozycja: Utworzyć Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. W strajku już są wszystkie kopalnie Jastrzębia: 1 Maja, Moszczenica, Jastrzębie, Pniówek. Górnicy sporządzają czarną listę ludzi, których należy usunąć z kopalń. Najbardziej nielubiany przez górników jest dyrektor kopalni Manifest Lipcowy p.Duda. Partyjny karierowicz. Czerwony charakter. Zły człowiek. Poniewiera ludźmi. Dla niego górnik to nie człowiek, to nierób, kopidół z którym nie należy się liczyć, warchoł. To jest opinia górników o nim, a nie moja. Sztygarów i inżynierów nazwał osłami. Kazał im zamówić wagon siana, będzie ich karmił. Jest bezgranicznie ordynarny.

30.08.1980
Do Jastrzębia nawieźli bardzo dużo milicji. Gdzie tylko spojrzeć, na wszystkich skrzyżowaniach i ważniejszych punktach Miasta, wokół kopalń, rozmieszczono radiowozy.
Radio mówi, telewizja pokazuje fedrujących górników, wykonujących plany. Nic nie mówią o strajku w kopalniach. Chociaż tego górnicy domagali się najbardziej, żeby w Dzienniku Telewizyjnym na całą Polskę dać informację, że górnicy solidaryzują się ze stoczniowcami i podjęli strajk. Tego nie udało się uzyskać. Tej informacji władze się bały jak diabeł święconej wody. Chyba wciąż jeszcze myślano o rozgromieniu siłą strajków na Wybrzeżu. Na mieście jest dużo ulotek przeciwko strajkowi. Apel do żon, aby wyciągały mężów ze strajku. Jest w nich mowa o surowych konsekwencjach. Podpisał je I sekretarz Malik. Dyrektor kopalni Manifest Lipcowy Duda, nakazał dziewięćset porcji zupy wylać do kanału. Kobiety pracujące w kuchni, tego rozkazu nie wykonały i powiadomiły o tym Komitet Strajkowy.

31.08.1980. Niedziela
Już wychodziłem z Mszą Świętą do ołtarza, gdy przybiegli posłańcy, wśród nich Jan Bożek, z pytaniem, co mają robić? Strajk się łamie. Ludzie siedzą i nic nie robią. Są coraz bardziej rozdrażnieni. Zagranica milczy o strajkach górników. Radio i telewizja nawet jednym słowem nie wspominają, że stoją kopalnie. Na kopalniach coraz więcej prowokatorów i szpiclów. Na znak, iż nie są prowokatorami, z butów wyciągnęli biało-czerwone opaski z pieczątką Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Odpowiedziałem krótko z natchnieniem Ducha Świętego: Należy od zaraz przejść na strajk okupacyjny. Zamknąć kopalnię przed ludźmi niepożądanymi.
Po Mszy Św., którą koncelebrowałem z ks. Adamem Drożdżem powiedziałem do ludzi, dlaczego górnicy strajkują, że nie chodzi o pieniądze, o oprawę zarobków, bo górnicy nieźle zarabiają. Ale inni Polacy nie mają co jeść. Rolnicy godzinami stoją w kolejkach po własny chleb. Robotnicy poza górnictwem mają bardzo słabe zarobki, a żywność drożeje.
Górnicy mają też swoje powody do strajku. Nie chcą być niewolnikami pracy. Mają swoją godność. Chcą wyprostować zgięte plecy. Chcą, aby szanowano ich samych oraz ich pracę. Aby nie marnowano ich dorobku.
Upominają się o wolne od pracy niedziele i święta. Za czyje grzechy górników zmusza się do pracy w piątek i świątek. Pracują w dzień i w nocy bez wytchnienia. Na bramach kopalni brakuje tylko napisu „Arbeit Macht Frei” – Praca czyni człowieka wolnym. W innych krajach socjalistycznych robotnicy mają wolne soboty i niedziele. Górnicy nie chcą, by ich jak niewolników kupowano za pieniądze. Chcą sumiennie pracować od poniedziałku do piątku, za uczciwe wynagrodzenie. Dziękują za wysokie premie za pracę w niedziele. Nie chcą ich. Dotąd górnik nie otrzymywał wolnej niedzieli na własny jubileusz małżeństwa, na chrzest dziecka, bądź na uroczystość I Komunii.
Śląsk nie może czekać z założonymi rękami, aż Wybrzeże wywalczy ludzkie warunki pracy i życia. Niech oni tam się narażają, a my będziemy korzystać. To nie jest chrześcijańska postawa. To nie jest postawa patriotyczna.
Te słowa raz po raz nagradzano burzliwymi oklaskami.
Następnie jeszcze wszystkich poinformowałem, że kopalnie od dzisiaj przechodzą na strajk okupacyjny. To znaczy, że nie wrócą do domu. Zastaną na kopalni, ponieważ mnożą się prowokacje. Jest chłodno. W tej sytuacji strajkującym należy podać ciepłą odzież i ciepły posiłek. I dodałem: Jeżeli górnicy poproszą, jestem gotów na każdej kopalni odprawić Mszę Św. A jeżeli zechcą, zostanę z nimi na kopalni. Podobne słowa wygłaszałem po każdej Mszy Św.. A księża Wikarzy ubrani w komżę i stułę otaczali ołtarz, na znak solidarności ze strajkującymi i ze mną.
Od razu na kopalnie ruszyły procesje. Wyruszały żony z dziecięcymi wózkami, dzieci z mamą. Wszyscy nieśli ciepłą odzież, Oce, strawę. Informowali o tym co przeżyli w kościele.
Już po południu zgłaszali się górnicy, z prośbą o obraz lub figurę Św.Barbary, i Mszę Św. Jeszcze dzisiaj były Msze Św. Na kopalni „Borynia, „Manifest Lipcowy”, „1 Maja”. Tego duchowego wsparcia, nie wolno nam było odmówić. Górnicy nas nie opuścili w walce o budowę kościoła. Teraz my kapłani nie możemy pozostawić ich samych w walce o ich prawa i przemiany w Polsce. To byłaby zdrada. Tym bardziej, że sytuacja strajkujących była bardzo trudna. Ludzie bali się represji. Czuli też ciężar odpowiedzialności za strajk obejmujący wciąż następne kopalnie. Ogarniał ich lęk, że bez religijno-moralnego wsparcia Kościoła, ich słuszne żądania słuszne żądania jeszcze raz nie będą wysłuchane do końca, a ich zbiorowy protest kolejny raz zakończy się niepowodzeniem. Środki przekazu dalej milczą o Stajkach w kopalniach. Zagranica tez milczy. Oczy Polski i świata wciąż są skierowane w stronę Wybrzeża. Górnikom pozostał tylko „kościół na górce”.
Mimo usilnej prośby górników, nie wpuszczono księży na kopalnię „Jastrzębie” i „Moszczenica” i tam dzisiaj nie było Mszy Św. Powołano się na rzekome głosowanie załogi. Jak się wkrótce okazało, w tym głosowaniu nie uczestniczyli zainteresowani górnicy, tylko tak zwany „aktyw”, czując, iż na tych kopalniach strajk jest bliski załamania.

Nadeszła bardzo smutna wiadomość. Na kopalni „Halemba” zginęło ośmiu górników w tragicznym wypadku pod ziemią. Ludzie są bardzo zmęczeni. Pracują nawet w niedzielę i święta. Tam jeszcze nie strajkują.
Przybywający na kopalnie księża, byli witani oklaskami i okrzykami radości: „Księża z nami”, „Kościół z nami”. Nie sposób tak na gorąco opisać ołtarzy polowych w kwiatach jak na Boże Ciało. Oświetlonych i nagłośnionych. Dużo spowiedzi. Górnicy spowiadają się klęcząc na gołej ziemi. Załogi są niesłychanie zdyscyplinowane. Niesamowity widok stanowiły zwarte szeregi górników, w czarnych roboczych ubraniach. Potężna, czarna ściana, której nikt nie da rady ruszyć, rozbić, obalić, wywrócić. Wielka chwila. Na naszych kopalniach dotąd nigdy Mszy Św. nie było. Wstrząsające wrażenie. Nie ma twardzieli. Wszyscy płaczą i nikt się tego nie wstydzi.
Tylko dzisiaj rozdaliśmy górnikom 1.700 różańców już przygotowanych dla dzieci pierwszokomunijnych by w październiku je poświęcić i wręczyć. Otrzymali je strajkujący. Oczywiście, iż była to kropla w morzu potrzeb Wiele tych różańców z własnoręcznie wygrawerowaną datą Mszy Św. strajkowej, stało się dla szczęśliwych posiadaczy najdroższą pamiątką. Ponadto strajkujący otrzymali tysiące obrazków Matki Boskiej Częstochowskiej i obrazki z wizerunkiem Jana Pawła II.
Późnym wieczorem na probostwo przybyli górnicy kopani „Moszczenica”. Jutro rano chcą mieć Mszę Św. u siebie. Komitet Strajkowy zwrócił się do górników, by każdy osobiście się wypowiedział czy chce mieć Mszę Św. na kopalni. Okazało się, iż przeciwników nie ma.

01.09.1980. Poniedziałek
Odprawiłem Mszę Św. na Szybach Zachodnich kopalni „Moszczenica”. Na wejście górnicy śpiewali „Boże coś Polskę”. W homilii nawiązałem do słów Ewangelii Św. Mateusza 11.25-30. „Wysławiam Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Jezus stwierdza, że to co ma do powiedzenia, bardziej będzie zrozumiałe dla ludzi prostych, niż uczonych.
Zgodnie z takim poglądem, swoimi uczniami uczynił Jezus rybaków, którzy choć mieli dobrą pracę, nie byli wykształceni. Przez trzydzieści lat Jezus z Nazaretu stawał przy warsztacie cieśli i doświadczał trudu zarabiania na życie i troski o chleb na dzisiaj.
Idąc po tej samej linii, dzisiaj wybrał Jezus na swoich uczniów Was, górników, stoczniowców, polskich robotników. Was, ponizanych do samej ziemi. Wam zleca gigantyczne zadanie: Zmienić ten zmurszały świat. Macie odrzucić walkę klas. Przypomnieć ludziom, że jesteśmy braćmi, bo Bóg jest naszym Ojcem. Jezus dzisiaj do Was mówi: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja Was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili, aby owoc Wasz trwał”. W ubiegłym roku na Placu Zwycięstwa w Warszawie przeżyliśmy takie chwile jak dziś na kopalni. Wtedy Ojciec Święty się modlił: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi.” Dziś Pan Bóg spełnia to wołanie. Dziś przez Was odmienia się oblicze tej ziemi. Śpiewajmy tak jak na Placu Zwycięstwa śpiewał lud: „My chcemy Boga”. Dzisiaj oczy świata są znów zwrócone na Polskę. A cieśla z Nazaretu wybrał właśnie Was, ponizanych, których nikt nie chciał słuchać i wywyższył pod niebo. Na składaniu darów ofiarnych rozległ się śpiew: „Pod Twą obronę Ojcze na niebie”.
We Mszy Św. uczestniczyli górnicy, którzy jeszcze przed tą podniosłą celebrą, byli do siebie bardzo źle nastawieni. Potwornie zmęczeni. Zdenerwowani. Źli na swoich gnębicieli. Jednak na wezwanie kapłana „Przekażcie sobie znak pokoju”, wyciągnęli do siebie ręce. Wypowiadali słowa przebaczenia i pojednania. Ofiara Mszy Św. zjednoczyła wszystkich. I tym razem stała się źródłem miłości i zgody. Dzięki niej dokonała się przemiana w sercach wielu. Na Komunii w niebo wzbiła się pieśń: „Pójdź do Jezusa”. Po Mszy Św. zabrzmiał Hymn Narodowy: „Jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy”. Potem jeszcze kilka godzin spowiadałem.
Dzisiaj Msze Św. były sprawowane na wszystkich jastrzębskich kopalniach poza kopalnią „Jastrzębie”. Na „Boryni”, „Manifeście Lipcowym”, „Moszczenicy”, na kopalni „1 Maja”, „XXX-lecia PRL”, „ZMP”.
Sprawowali je: ks.prob. Bernard Czernecki, ks. Henryk Białas, Ks. Stefan Rommer, ks. Adam Dróżdż, ks. Henryk Jośko, ks. Stanisław Sojka, ks. Antoni Stych.

Z KWK „Moszczenica” wróciłem około godziny piętnastej. Od razu przekazano mi informację, że dwukrotnie na probostwie poszukiwał mnie wicewojewoda p. Gorczyca i usilnie prosił o spotkanie. Będzie na mnie czekał w Urzędzie Miasta w gabinecie prezydenta. Pan Gorczyca jest lektorem marksistowskim w Urzędzie Wojewódzkim. Udałem się do niego z ks. Henrykiem Jośką. Pan wicewojewoda od spraw ideologicznych błagał, prosił, żebym jako duszpasterz robotników, przekonał górników do rozmów z Rządową Komisją i zawarcia Porozumienia. Komisja Rządowa już od rana jest w Jastrzębiu, a górnicy nie chcą przystąpić do rozmów. Komisja wszystko podpisze. Od niego się dowiedziałem, że już czterdzieści dziewięć kopalni podjęło strajk. Za kilka dni może stanąć cały przemysł węglowy. Elektrownie mają zapasu węgla tylko na trzy dni. Grozi paraliż całej gospodarki. Nie tylko Polskiej. Grozi paraliż całej gospodarki. Nie tylko polskiej. Gospodarka Polski oparta jest na węglu. Bardzo prosił, mam swoim autorytetem wpłynąć na górników by się zgodzili na rozmowę. Wpłynąć na nich przez żony, może dzieci. Zresztą ja wiem jak to zrobić, do kogo się zwrócić. Nie mam już żadnej wątpliwości. Z chwilą gdy górnicy poparli strajk stoczniowców, przeważyli szalę na stronę Solidarności. Dom niewoli zaczyna się walić. „Zabraknie węgla i nastąpi paraliż całej gospodarki, która na węglu jest oparta”. Ugięła się komunistyczna władza. Już chyba nie myślą o zgnieceniu siłą Stoczni Gdańskiej. A rozgromić pięćdziesiąt kopalń to już całkiem inny problem. Dobrze, że jak trwoga to nawet komuniści potrafią znaleźć drogę do Boga.
Odpowiedziałem: Jak pan wie, wróciłem z kopalni „Moszczenica”. Mogę pana uspokoić. Górnicy przystąpią do rozmów. Byłoby dobrze trochę zmienić skład komisji, aby górnicy nie musieli patrzeć na tych którzy ich gnębili. Nie mają do nich zaufania. Teraz ksiądz ma ratować sytuację. Gdy pukałem do dyrektorskich gabinetów i przestrzegałem i prosiłem, że górnicy są u kresu wytrzymałości, odpowiedź była jedna: „Po co ten czarny pieron tu przychodzi. Zawracać głowę”. Nie spotkałem się aby pan dyrektor stanął w obronie ludzi. Zawsze bronili wydobycia, plany, produkcji, eksportu. Nigdy nie bronili człowieka.
Przed wieczorem na probostwo przybyła delegacja z „Manifestu”. Widać było duże zmęczenie na twarzach górników i zmartwienie. Mówili: „Za chwilę rozpoczną się rozmowy z Komisją Rządową. Jak my, prości robotnicy, będziemy rozmawiać z tymi grubymi rybami? Czujemy lęk. Co innego strajk a co innego negocjacje. Czy udźwigniemy ten ciężar? Dużo chcielibyśmy powiedzieć, ale brakuje nam słów”. Uspokajałem: Mówicie prosto. Mówcie po swojemu. Jak robotnicy. Bez kompleksu. Oni mają tylko piękne słowa. Wy macie fakty i argumenty. Nie musicie pięknie mówić, tego się po Was nikt nie spodziewa. Unikajcie krasomówstwa. To by was ośmieszyło. Mówcie po naszemu, po robociarsku. Wracajcie z błogosławieństwem.
Od pierwszego dnia strajku w naszym kościele codziennie o godz. 17.00 przy wypełnionym po brzegi kościele trwa nabożeństwo dla strajkujących górników. O pomyślne jego zakończenie i szczęśliwy powrót do domu mężów, ojców, żon i matek. W kościele przekazujemy informacje o strajkujących. Podtrzymujemy ducha słusznego protestu. Pilnujemy, aby żony nie wyciągnęły ze strajku swoich mężów, z obawy przed represjami.
Rozmowy się zaczęły i natychmiast zostały przerwane, gdy stwierdzono, iż przewodniczący Komisji Rządowej, wiceminister Aleksander Kopeć, nie ma pełnomocnictw rządu na rozmowy i porozumienie z górnikami.

02.09.1980
O godzinie 17.00 negocjacje zaczęły się na dobre. Komisji Rządowej przewodniczy wicepremier Aleksander Kopeć. Międzyzakładowemu Komitetowi Strajkowemu MKS przewodniczy Jarosław Sieńkiewicz.
Członkowie Prezydium MKS: Jarosław Sienkiewicz, Stefan Pałka, Tadeusz Jedynak, Jan Jarliński, Piotr Musioł, Andrzej Winczewski, Marian Kosiński, Roman Kempiński, Mieczysław Sawicki, Kazimierz Stolarski, Ryszrd Kuś, Wacław Kołodziński, Grzegorz Stawski.
Komisja Rządowa: Aleksander Kopeć V-ce Prezes Rady Ministrów, Andrzej Żabiński sekretarz KC PZPR – Komitet Centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Włodzimierz Lejczak minister górnictwa, Wiesław Kiczan sekretarz KW PZPR – Komitet Wojewódzki, Mieczysław Glanowski podsekretarz stanu w Ministerstwie Górnictwa, Zdzisław Gorczyca I z-ca wojewody katowickiego, Jerzy Nawrocki rektor Politechniki Śląskiej.
Negocjacje są prowadzone na cechowni KWK „Manifest Lipcowy”. Jest specjalnie przygotowana. Ustawione krzesła. Są dziennikarze. Jest mały problem. Rządową delegację przyjąć grobową ciszą czy oklaskami? Skromnymi oklaskami.

03.09.1980
Rozmowy trwają całą noc. Wszystko słychać przez głośniki. W środę trzeciego września o godz. 5.40, na Kopalni „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu podpisano Umowę Społeczną „Porozumienie Jastrzębskie” pomiędzy rządem a górnikami, robotnikami.
Na początkowe postulaty załóg górniczych Komisja się zgadza niemal bez dyskusji. Tylko małe poprawki, zgoda i dalej. Trochę dłużej zatrzymano się przy postulacie o Niezależnych, Samorządnych Związkach Zawodowych. I nagle stop, przy wolnych sobotach. Rządowi nie chcą się zgodzić. Twierdzą, że to niemożliwe. Kraj na tym ucierpi. Górnicy tez się uparli. Wszystkie soboty, bez wyjątku muszą być wolne. Dyskusja jest długa. Już dwa razy śpiewano Hymn Narodowy i międzynarodówkę. Górnicy mają świadomość. Jeżeli wszyscy pracownicy przemysłu węglowego, wydobywczego, górniczego mają mieć wolną niedzielę, a muszą mieć, mają do tego niepodważalne prawo, to sobota musi być wolna, aby brygady przygotowawcze i naprawcze przygotowały front robót na nadchodzący tydzień. Ogłoszono przerwę.
Po przerwie, jeden z górników stwierdza stanowczo: kopalnie nie podejmą pracy dopóki nie będą zagwarantowane wolne soboty. O wolne soboty walczyły dzielnie też kobiety pracujące w górnictwie.
Nastała cisza. Przedstawiciel rządu pyta: Jeżeli będą wolne soboty, czy do końca roku górnicy nadrobią zaległości strajkowe? Nadrobimy. I podpisano wolne soboty. Wybuchła wielka radość. Po prostu szał. Ludzie naprawdę się cieszą. I znów rozlega się śpiew: Jeszcze Polska nie zginęła. Aby nie było wątpliwości pracownica kopalni „Anna” w Pszowie pyta: „Panie premierze, wolne soboty są tylko dla górników, czy dola wszystkich?” Pan v-ce premier odpowiada: „Przecież śpiewaliśmy Hymn Narodowy. Słowo się rzekło. Dla wszystkich.”
Następny postulat: Zniesienie czterobrygadowego systemu. Ten system jest znienawidzony gdyż rozbija rodziny górnicze. W tym systemie, zniknęła niedziela. Stała się powszednim dniem pracy. Kiedy ojciec był w domu, to dzieci w szkole a żona w kolejkach lub pracy zawodowej. W takiej sytuacji, ojciec będąc sam, szukał towarzystwa w knajpie.
Dalszy punkt to przyznanie pełnej emerytury górnikom, którzy na dole przepracowali 25 lat, bez względu na wiek. Skrócenie wieku emerytalnego dla pracowników dołowych do lat, bez względu na wiek. Skrócenie wieku emerytalnego dla pracowników dołowych do lat pięćdziesięciu.
„Porozumienie Jastrzębskie” podpisano w obecności przedstawicieli ponad pięćdziesięciu zakładów pracy, kopalń, hut, uczelni i innych. Także z województw bielskiego i częstochowskiego.
Czy władza dotrzyma słowa? Czy będzie respektować podpisanie Porozumienia? Podobno, kto uwierzy chociaż jednemu słowu komunisty, jest stracony na całe życie. Na razie koniec strajku. Komuniści lubią wracać do starych metod. Nawet tych najbardziej skompromitowanych.
Wiadomość o zakończeniu protestu i podpisaniu Umowy rozeszła się i zajaśniała przed nami jak błyskawica. W kościele na górce, z górnikami z biało-czerwonymi opaskami na rękawach oraz z ich rodzinami, odprawiłem Mszę dziękczynną. Były łzy skrywane. Ale były też płynące po twarzy strumieniem.
Mówiłem do górników: Jezus mówi: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię”. I chcę aby ten ogień płonął. Aby go nie zgasiły żadne trudności, żadne zawirowania. Niech ten ogień przemian, zapoczątkowany przez Was w dniach protestu, płonie pełnym żarem i blaskiem nadal w każdym z nas. Niech powstanie nowa ziemia.
04.09.1980. Kopalnie podjęły pracę.

05.09.1980
Od Międzyzakładowej Komisji Robotniczej otrzymaliśmy podziękowanie następującej treści:
My górnicy i przedstawiciele innych zakładów ROW i Śląska – sól tej ziemi, z całego serca dziękujemy duchowieństwu Miasta Jastrzębie, w szczególności księżom:
Ks. Proboszczowi Bernardowi Czerneckiemu
Ks. Antoniemu Stych
Ks. Henrykowi Białas
Ks. Henrykowi Jośko
Ks. Stanisławowi Sojka
Ks. Stefanowi Brommer
Ks. Adamowi Dróżdż,
że w tak trudnych chwilach przyszli do nas z duchowym wsparciem, co nam pozwoliło przetrwać w trudnych dniach dziejowych w naszej kochanej Ojczyźnie, za to jeszcze raz gorąco składamy serdeczne Bóg Zapłać.
Na podziękowaniu jest 36 podpisów i pieczęć Komitetu Strajkowego.

15.09.1980. Rola Kościoła w strajkach
Rola Kościoła była i jest ogromna. Posługa kapłanów humanizowała strajk. Nie pozwalała na nienawiść czy chęć zemsty. Na chęć odwetu w odniesieniu do tych, których robotnicy określali, uznawali jako swoich prześladowców.
Obecność kapłanów dawała strajkującym górnikom siłę do przyjęcia nawet śmierci. Zapatrzeni w Jezusa i Jego Matkę, górnicy, liczyli się z możliwością krwawego stłumienia. To wynikało z ich spowiedzi i rozmów. Przecież domagali się Boga, chleba, prawdy, wolności słowa, wolnych związków zawodowych, wolności, niepodległości.
Dobrze pamiętali Poznań, protesty studentów, Gdańsk 1970, Radom i rok 1976. Pamiętali też słowa, że każda ręka, która podniesie się przeciw władzy, będzie odcięta. Nie sposób zrozumieć dzielnej postawy będących w strajku górników, bez czynnika duchowego. To był duch wielkich powstań. W moich oczach był mój ojciec w górniczym mundurze, opowiadający o powstaniach śląskich. To był bój o Polskę naszych ojców. O cywilizację chrześcijaństwa. A może się okaże, iż był to krzyk o nową Europę. Zbyt długo trwała okupacja sowiecka i strajk był też przejawem pamięci narodowej. Pamięci Narodu, który Jan Paweł II obudził z odrętwienia i zniewolenia.
Strajk, to czas żywej modlitwy. Czas spowiedzi i Komunii Świętej. Górnicy modlili się z wiarą małych dzieci. Na kolanach. Na gołej ziemi. Z różańcem w dłoniach. Górnicy z obecnymi kapłanami wołali do Matki Bożej, do Matki Dobrej Rady, do Matki Wspomożycielki o opiekę i pomoc. Strajk był oparty o modlitwę. Nie tylko ci pobożni, lecz także ci zdawałoby się obojętni, wpatrzeni w obraz Matki Bożej, w Krzyż, w ołtarz, powtarzali: Królowo Polski módl się za nami. Czy pod Twoją obronę uciekamy się. I śpiewali: „Przemień o Jezu smutny ten czas”, oraz „Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie”. Nie było twardzieli.
Dzięki ofiarnym kapłanom, protestujący górnicy mogli brać udział we Mszach Świętych. Te Msze Św. były wielkim, wzruszającym, podniosłym wydarzeniem. One najbardziej krzepiły ducha. Dodawały siły. Na kawałku naprawdę wolnej Ojczyzny, mogliśmy prawdziwie po katolicku, z Bogiem przeżywać już pierwszą niedzielę strajku.
Księża pomagali załogom uświadomić sobie ważność tego protestu dla całej Polski. Dla każdego kto tego potrzebował były słowa otuchy i nadziei. Z kapłanem, strajkującym było lżej. Czuli się pewniej. Bezpieczniej. Obecność księdza umacniała wiarę górników w słuszność protestu. „Księżą z nami”. Bóg jest z nami w strajku. A jeżeli Bóg jest z nami, to kto przeciwko nam? Z Bogiem górnicy mieli odwagę przed tym co ich mogło spotkać.
Strajkujący stanowili jedną, wielką rodzinę walczącą o godność, wolność, niepodległość. Byli niesłychanie zdyscyplinowani. Zdolni do wielkich wyrzeczeń. Odpowiedzialni za majątek narodowy.
Czas aby świat zobaczył, że zdradzona i wzgardzona przez sojuszników Polska, sprzedana Sowietom, nie zginęła i żyje. I potrafi się upomnieć o wolność i niepodległość. A ma do tego prawo, gdyż tego domaga się sprawiedliwość. W ten sposób spełniliśmy święty obowiązek kapłański.

16.09.1980
„Jeden tylko, jeden cud, z szlachta polską, polski lud”.
Strajk uświadomił nam coś bardzo ważnego. „Jeden tylko, jeden cud, z szlachta polską, polski lud”. To święte słowa Stanisława Wyspiańskiego. W czasie strajku, górnicy dotkliwie odczuli brak intelektualnego zaplecza. Brak ekspertów, doradców. Strajk robili przede wszystkim robotnicy. Ludzie ciężkiej pracy. Pion techniczny kopalń przyjął postawę kibica. Górnicy znają swoją pracę, ale nie są intelektualistami. Uczonymi. Ludźmi gabinetów i salonów. Swoje postulaty wypowiadali spontanicznie. Sercem. I tego nie miał kto przetłumaczyć na język prawa i ekonomii. Przy podpisywaniu „Porozumień” dyskutowano postulaty. Stoczniowcy mieli szerokie zaplecze intelektualne. Górnicy nie mieli nikogo. „Kopidołom” nawet Kluby Inteligencji Katolickiej odmówiły wsparcia. Górnikom został tylko „Kościół na górce” w Jastrzębiu. Wciskał się do nas Pan Przewodniczący Jarosław Sienkiewicz, był za. Ale ja nie mogłem do tego dopuścić. Zgłosiłem stanowczy protest.
Górników czekają jeszcze różne negocjacje. Trzeba natychmiast przystąpić do szukania własnych ekspertów i poznać ich z nauką społeczną Kościoła.

17.09.1980
Różni mądrale przychodzą do mnie i pytają, dlaczego Śląsk przyłączył się do strajków dopiero dwa tygodnie po Gdańsku?
Na Śląsku, praca w kopalni, w hucie, zawsze była podstawą utrzymania rodziny. Nie było chłoporobotników. Dal górnika czy hutnika utracić pracę, to klęska całej rodziny. W kopalni dla bezpieczeństwa życia swojego i kolegów, obowiązuje surowa dyscyplina. Trzeba słuchać sztygara a nie wymądrzać się. Jest coś takiego jak „śląski etos pracy”. To znaczy: „Dobra robota”. Tego osoby spoza Śląska często nie rozumieją. To nie ma nic wspólnego z bojaźnią ale z odpowiedzialnością.
Górnicy nie ulegają agitacji. Musieli samych siebie przekonać, a Kościół im w tym pomógł, że ten strajk jest dla dobra robotników i Polski. Nie służy tylko politycznym elitom do przetasowania na górze.
Z każdym dniem przekonywaliśmy się o słuszności protestów na Wybrzeżu. Poparli stoczniowców i przeważyli szalę na korzyść solidarności strajkujących. Dopiero wtedy władza się ugięła.
Już kilka lat górnicy pracowali we wszystkie niedziele. Kto im współczuł? Była tylko zazdrość o lepszy kotlet. Przepisy BHP łamane. Nie przestrzegane. Kombajny, narzędzia nie były konserwowane. Nie było na to czasu. Nie tylko granice wytrzymałości ludzkiej, człowieka, zostały przekroczone, ale i sprzętu i żywiołów. Wypadków było dużo ale o nich nie informowano, aby nie odstraszać od zawodu górniczego, bo „węgiel jest twardą, polską walutą”. Przecież to nie górnicy popisywali się rekordomanią i nie oni dążą do imponowania wielkimi liczbami wydobycia. Nie bojaźń, nie dobrobyt, nie służalczość, ale rozwaga, dyscyplina, poczucie odpowiedzialności opóźniły przyłączenie się do strajku. Na pewno Ślązakom jest obcy lizusa patriotyzm. Górnicy mieli świadomość, że na kopalniach może dojść do masakry. To wynikało z rozmów i spowiedzi. Rozgrzeszenia udzielano „na ostatnią drogę”. Nie jest aż tak ważne kiedy górnicy weszli w strajk. Ważniejsze, że pod ich protestem dom niewoli i ucisku zaczął się rozpadać. Przeważyli szalę. Władza uległa. Na jak długo? To jest pytanie. Zależy od tego, jak zachowa się brat ze wschodu. Strajk jest znakiem dla czerwonych, że Polska jest nieujarzmiona. I nigdy nie będzie Polską Lenina, Stalina czy Breżniewa. Na podstawie wiadomości z kraju i ze świata, strajki budziły nadzieję w sercach chyba wszystkich Polaków, w mieszkańcach Europy i świata. Tylko taka Polska o jaką upominali się robotnicy, może być wolna i niepodległa. Polska silna wiarą i miłością. Polska sprawiedliwa i szanująca godność każdego człowieka, bez względu na przekonania. Polska katolicka i patriotyczna. Koniec wielkich strajków. Podpisane Umowy Społeczne pomiędzy robotnikami a rządem w Szczecinie, Gdańsku i Jastrzębiu pozostaną patriotycznym i chwalebnym czynem najnowszej historii Polski, osiągniętym bez rozlewu krwi. Chwała Bohaterom!

Więcej >>
 




Ks. prałat Bernard Czernecki
powrót »