Wspomnienia jastrzębian


powrót »
W Imię Boga…

STRAJK GÓRNIKÓW W JASTRZĘBIU ZDROJU

Niedziela, 18.06.1978
Wielkie, niezwykłe wydarzenie. Górnicy nie zjechali do pracy w kopalni „Jastrzębie” i „Moszczenica”. Pierwsza zmiana od G”14” zjeżdża do kopalni „Jastrzębie” ale pracy nie podejmuje. Druga zmiana od 14.00-22.00 w ogóle nie zjeżdża tylko prowadzi rozmowę z dyrektorem kopalni.
Tak samo było na kopalni „Moszczenica”.
Powody nie zjeżdżania do pracy:
Górnicy chcą mieć wolne niedziele, ponieważ są zmuszani do pracy jak się tu mówi „naokrągło”. To znaczy od poniedziałku do niedzieli włącznie. Noce i dnie. Niedziele i święta. I to ich potwornie zmęczyło. Chcieli w niedzielę wypocząć. Chcieli niedzielę świętować z rodziną i w rodzinie. Pragnęli oderwać się od ściany węgla. Zdjąć robocze ubranie. Włożyć świąteczny garnitur i z rodziną pójść do Kościoła, który zbudowali własnymi rękami, albo na spacer. Chcieli być człowiekiem. Nie tylko usłużnym robotnikiem. Nie chcieli młodo umierać w kopalni, ani zostawiać w niej reszty zdrowia i sił. Polska mówi” „Górnik to pan”. To trochę nie tak. Jaki to pan, co od poniedziałku do piątku za grosze pracuje, a zachęcany nieetycznymi premiami, pracą w sobotę i niedzielę zarabia. Żaden mi pan, zaharowany do końca, umiera przed sześćdziesiątką. Górnicy pracują i żyją pod ziemią, najciemniej jak można. Nic więc dziwnego, że dla nich to co jasne jest w kościele. I tęsknią za ciepłym, niedzielnym słońcem.
Na „bezczelny” protest górników, dyrektorzy kopalni „Jastrzębie” i „Moszczenica” odpowiedzieli represjami i szykaną. Górnicy przypominający katorżników podnieśli głowę, wyprostowali plecy i powiedzieli nie. Jeden wolny dzień w miesiącu, nie. Tak dalej być nie może. Głośniejszych w tym proteście przenosi się do gorzej płatnej pracy, z akordowej na dniówkową. 41 górników kopalni „Jastrzębie” znalazło się na liście wyrzuconych z pracy. Pięciu górnikom, uznawanym za przywódców wręczono dyscyplinarne zwolnienie „za nie zjechanie do pracy w niedzielę 18 czerwca 1978 roku i naruszenie w ten sposób podstawowych obowiązków pracy”.
Pokrzywdzeni szukali obrony i pomocy w Związku Zawodowym, ale się okazało to co wszyscy wiedzą: OPZZ to przedłużone ramię PZPR gotowe odcinać ręce robotników „podniesione na władzę ludową”. Nie znaleźli zrozumienia u radców prawnych. Adwokaci nie podjęci się ich obrony, że „to sprawa polityczna”. Umyli ręce. Marksistowska teoria nakazywała nie wychylać się. Wobec tego przyszli do księdza. Do kościoła. Czy stawanie w obronie pokrzywdzonych robotników jest polityką? Niektórzy tak sądzą. Ja nie. Jest to mniej święty duszpasterski obowiązek. Mogę to przypłacić więzieniem, może życiem? Św. Jadwiga, Św. Kazimierz byli z urzędu politykami i to nie przeszkadzało im w świętości. Nie wolno pozostawić, zdradzić biednych, pokrzywdzonych. A więc w Imię Boże!

29.06.1978.
Dzisiaj w uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła w ramach ogłoszeń duszpasterskich powiedziałem do parafian: „ Po Jastrzębiu rozchodzi się wiadomość, że niektóre kopalnie zwalniają górników za to, że nie podjęli pracy w niedziele. Nie zjechali do kopalni na znak protestu. Są zmęczeni. To grozi wypadkiem. Chcą wypoczywać w niedzielę. Chcemy wiedzieć czy to jest skandaliczna prawda czy tylko plotka. Dlatego prosimy, aby zwolnieni zgłosili się na probostwo. Musimy wiedzieć ilu jest zwolnionych i za co. Jeśli to co pracownicy górnictwa mówią okaże się prawdą, poinformuję o tym ks. Biskupa Ordynariusza Herberta Bednorza, sekretariat Prymasa Polski ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego i sprawa pójdzie na szczebel rozmów Watykan-PRL. A gdy zajdzie taka potrzeba to w jedną niedzielę w całym Jastrzębiu ogłosimy kolektę jako pomoc dla skrzywdzonych górników. Na każdej mszy św. niedzielnej i świątecznej jest szpicel. Nakazuje mu, by może słowa, wszystko i dokładnie powtórzył tym, którzy go przysłali. Tam gdzie trzeba.

03.07.1978 Poniedziałek.
Zwolnieni górnicy nadal pozostają bez pracy. Pięciu górnikom kopalni „Jastrzębie” i trzem górnikom kopalni „Moszczenica” nie cofnięto dyscyplinarnego zwolnienia. Ale po „ogłoszeniach” w kościele dalszych zwolnień nie wręczono.

09.07.1978 Niedziela.
Na wszystkich Mszach Świętych głosiłem Słowo Boże na temat: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście utrudzeni, a Ja was pokrzepię”. Było to słowo o górnikach, szczególnie tych pozbawionych pracy. Po każdym kazaniu miała miejsce scena wzruszająca do łez. Mam 24 lata kapłaństwa, ale coś podobnego nigdy mnie nie spotkało. Mężczyźni w długiej kolejce przychodzili do ambonki aby uścisnąć moją dłoń i dziękować za usłyszane Słowa.

10.07.1978. Poniedziałek.
Dzisiaj wszystkich górników przyjęto powrotem do pracy na starych warunkach. Dni zwolnienia zaliczono do bezpłatnego urlopu. Zwolnienia dyscyplinarne anulowano. Zwyciężył Cieśla z Nazaretu. A miejscowe władze zaczęły się liczyć z prostym klechą bez tytułów i kościelnych godności.

11.07.1978.
Byłem u Księdza Biskupa Herberta Bednorza przekazać mu wiadomości o wydarzeniach z ostatnich dni w Jastrzębiu. Wyszliśmy na ogród gdyż Ksiądz Biskup jest świadom tego, iż w mieszkaniu ma założony podsłuch. Była godzina południowa. Gorące słońce schowało się za chmurę. Mówiłem Biskupowi o bogactwie wiary górników. Ich walce o wolną niedzielę i mojej posłudze względem nich. Biskup uważnie słuchał. Zatrzymał się i spytał: „A co górnicy mówią na to?” Odpowiedziałem mu na to: górnicy mówią o mnie „Mamy proboszcza z jajami”. Myślałem, że Biskup mnie zruga. Tymczasem Ordynariusz wpadł w uniesienie i powiedział: „Ty, powtórz to jeszcze raz”. Moje słowa serdecznie go ubawiły. „To jak oni to mówią?” Odpowiedziałem: Mówią, „nasz proboszcz to jest chłop z jajami”. Biskup ściągnął brwi, ale twarz miał ciągle uśmiechniętą i zaczął mnie uspokajać. Mówił: „Ty nie możesz się tym gorszyć. Tak górnicy rozmawiają ze sobą. Ty ich możesz zrozumieć. To jest ich język.”
Nagle spoważniał i spytał mnie jeszcze raz: „Ty , ale oni naprawdę tak mówią?”. Odpowiedziałem trzeci raz, naprawdę tak mówią. Wtedy Biskup z całą energią rzekł: „To wiesz co ci powiem? W ich języku to znaczy więcej, niż honorowy górnik”. I to jest dla mnie najlepsze podziękowanie. Teraz wiem, że górnicy mają mnie za swojego.

17.07.1978.
Do Jastrzębia przybył Premier Jaroszewicz. Na kopalni „Borynia” rozmawiał z dyrektorami kopalń naszego okręgu, ich zastępcami i I sekretarzami partii. Rozmowa była krótka: dobrze obchodzić się z górnikami i nie prowadzić zajść. Nie wiem czy to zbieg okoliczności czy jeszcze jeden owoc otwartego, odważnego mocnego głoszenia tego co słuszne. Nigdy nie będę najemnikiem. Nigdy nie będę zasłaniał się milczeniem. Nie będę się lękał głosić Prawdy. Prawdą jest słowo Boże.


09.07.1978. Niedziela.
WYGŁOSZONE SŁOWO BOŻE
„przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. Zaskakują nas te słowa Pana Jezusa skierowane do świata pracy; „Przyjdźcie do mnie wszyscy , którzy pracujecie”. Bo już przyzwyczailiśmy się, do słuchania innych słów” Po co ludziom potrzebny jest Chrystus? Po co kościoły, kiedy ludzie w niedzielę wolą pójść do pracy i zarobić. Po co komu dzwonią dzwony? Raczej ludziom potrzebne są fabryczne syreny! A tu Pan Jezus mówi do ludzi pracy: „Przyjdźcie do mnie”.
Różni mówcy z trybun i mównic wołają: „Kto ma prawo przemawiać w imieniu robotników?” I zaraz odpowiadają: „Tylko my. Sekretarze, dyrektorzy. Tymczasem Pan Jezus wszystkich robotników wzywa do siebie. Do nich przemawia. Bierze w obronę utrudzony lud i stwierdza: „Tylko we Mnie znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.
Czy Pan Jezus ma prawo tak przemawiać?
Jezus może tak przemawiać, bo nie miał dyrektorskich dłoni, bo nie nosił w rękawiczkach rąk funkcjonariusza, ale miał ręce cieśli. Jego ręce były podobne do twoich rąk, bardzo spracowane, stwardniałe, sękate jak drewno.
Jezus może przemawiać w imieniu Ludzi Pracy, gdyż znosił wszystkie ciężary wyrobników. Dla ludzi pracy Jego ręce zawsze są braterskie.
Żeby Ludziom Pracy uświadomić ich wielką godność i wartość bez względu na to jaką pracę wykonują, On, Boży Syn, Bóg, klęka przed człowiekiem i nogi mu obmywa.
Jezus ma prawo w imieniu robotników przemawiać i Jezus może wzywać Ludzi Pracy do Siebie, gdyż był jak to dzisiaj mówią, pracownikiem fizycznym, to znaczy był człowiekiem, który w pocie czoła zdobywa chleb. Ciężko pracuje, a za to otrzymuje dla siebie tyle, by nie umrzeć. Inni, otrzymują tyle, by mogli dobrze żyć. Przez egoizm, pychę, przemoc, niektórzy ludzie zdołali ujarzmić swoich współbraci i wyzyskują pracę ich rąk w imię szumnych, papierowych haseł. Wczoraj, były to ręce niewolników, wyrobników, pańszczyźnianych chłopów. Dzisiaj, są to ręce niewolników PGRów, wyrobników górników. Muszą zapracować na wszystkich funkcyjnych, którzy nie wykonują żadnej pracy. A wszystko w imię papierowych haseł. W imię patriotyzmu, Jakiego? W imię dobra ludzkości. W imię postępu i dobrobytu.
Jak się to pięknie nazywa: Niedziela Planowa. Niedziela Czynu Społecznego. Niedziela Obywatelska. Niedziela Wydobywcza. Tylko nikt głośno nie powie, że panowie dyrektorzy i możni tego świata, jeszcze raz podnieśli rękę na swoich braci, jak Kain na Abla.
Praca dla innych jest jedną z najczęstszych form wyzysku człowieka przez człowieka. Górnicy dla kogo pracują? Dla Polski? Dla siebie? Czy dla brata? Zanim Cieśla z Nazaretu został sprzedany za trzydzieści srebrników, kupowano go za niską cenę pracy. A musiał na to się godzić gdyż nie miał ziemi, która by go wyżywiła.
Z wami górnicy, robotnicy, postąpiono podobnie. W domu, zabrano ci ziemię. Następnie zwerbowano cię do pracy w kopalni. Dano ci pracę i mieszkanie. Czy po to by tobie łatwiej było żyć? Okazuje się, iż po to by zrobić z ciebie niewolnika i nad tobą panować. Bo tylko niewolnik musi pracować w niedzielę i święta. Bo tylko niewolnik musi stawać na baczność przed panem. Tylko niewolnik pozbawiony jest głosu, nie ma prawa. Tylko za niewolnikiem nikt się nie ujmie.
Nie jestem gołosłowny, gdyż się okazuje, że niektórzy górnicy zostali dyscyplinarnie pozbawieni pracy dlatego, że zdobyli się na odwagę i nieśmiało powiedzieli, że chcą mieć wolną niedzielę dla dzieci, dla żony, popatrzeć na niebo, na kwiaty posiadane na działce. Za to dyrektor przykładnie ich ukarał i wypędził za bramę. By inni górnicy nie mieli odwagi mówić. BY wszystkim zamknąć usta. My to skądś znamy. Wiemy kto dla przykładu kopał, bił, usta gipsował, wieszał i rozstrzeliwał, zakładał lokale i sklepy tylko dla Niemców.
Czy ja się nie boję tak mówić, czy mam prawo tak mówić?
Nie boję się.
I mam prawo tak mówić, gdyż jestem synem górnika. Mój ojciec 40 lat pracował w kopalni. Pod ziemią. W przodku. Na ścianie. Nie był urzędnikiem ale górnikiem strzałowym. Pracownikiem fizycznym. I gdy trzeba było brał udział w strajku okupacyjnym, głodowym. Zjechał do kopalni i tam podjął z innymi głodówkę. Nie robił tego tylko dla siedmiorga swoich dzieci, dla żony. Robił to dla dobra wszystkich ludzi pracy. Gdy była potrzeba nie milczał, lecz głośno mówił a nawet swoją wolę z innymi manifestował. I żaden dyrektor kapitalista nie wyrzucił go za bramę.
Nie boję się tak mówić, bo Kościół na Śląsku to zna, że kapelan jest zawsze z robotnikami. Jest zawsze z ludem. Nigdy robotnika nie zdradził. Z robotnikiem cierpiał. Brał go w obronę. Dlatego na Śląsku robotnik nie odszedł od kościoła, ani od Pana Boga, ani od kapłana. Chociaż za takie przemówienia na rozkaz władz pruskich księża byli wysyłani na brandenburskie piaski, nie ulęknie się.
Nie tylko się nie boję, ale myślę, że za to co mówią otrzymam pochwałę. Nasza prasa jest pełna pochwał dla księży, występujących w obronie zwalnianych z pracy robotników w Brazylii, Chile, Portugalii, Hiszpanii. A ja staję w obronie górników zwalnianych z pracy u nas, w Jastrzębiu i czekam na pochwałę. A może odznaczenie?
Ale nadszedł dzień, gdy Cieśla z Nazaretu, okazał się obrońcą uciśnionych i nie mówił ale wołał: „Biada wam panom, bo macie już pociechę waszą. Biada wam , którzy teraz się śmiejecie, bo będziecie narzekać i płakać.” A jego słowa nie są potępieniem możnych, są wezwaniem do nawrócenia. Myślę, że pan dyrektor zrozumie. Zreflektuje się i zmieni decyzję, bo nie będzie chciał ściągać na siebie gniewu robotników. Chyba nie chce złej sławy.
Następnie Jezus objął miłością i błogosławieństwem zmęczonych przymusową pracą, wyzyskiwanych, źle opłacanych. Wszystkie rany i blizny pracujących braci Wypadki przy pracy. Upokorzenia. Żony, dzieci i matki. I mówi: „Przyjdźcie do mnie wszyscy , którzy pracujecie i jesteście utrudzeni, umęczeni a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.”
AMEN

02.06.1979 Sobota.
Jan Paweł II w Ojczyźnie.
Wigilia Zstąpienia Ducha Świętego. O godzinie 10.07 samolot włoskich linii lotniczych, jak wielki biały ptak siada na lotnisko w Warszawie. Ojciec Święty Jan Paweł II w Polsce. Łzy radości. W drzwiach samolotu ukazuje się Papież – Pielgrzym. W całej Polsce rozkołysały się dzwony i przekazują sobie tę historyczną chwilę. Namiestnik Chrystusa stanął na polskiej ziemi. Piotr naszych czasów schodzi po schodach samolotu, klęka, pochyla się i całuje ojczystą ziemię jak matkę. Biało-czerwone kwiaty przyjmuje ze czcią. Dzień jest upalny, piękny, pogodny. W Polsce dzisiejszy dzień jest wolny od pracy. Tylko nie na Śląsku. Śląsk musiał pracować. Tak zarządził I sekretarz komunistycznej partii w Katowicach, Zdzisław Grudzień. Urlopy zostały zawieszone. Tylko Śląsk został potraktowany tak jakby nie był polski. W czasie powitania Ojca Świętego na Okęciu, Śląsk był pozbawiony prądu i nie mógł oglądać tej historycznej godziny na żywo w telewizji. Jakby tego było mało, aktyw partyjny w imieniu załóg kopalni, hut, fabryk, zakładów pracy, szkół, biur wysłał telegramy i listy do Ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego, do Episkopatu, do bpa Herberta Bednorza, że robotnicy i mieszkańcy Śląska, nie chcą u siebie Papieża. To jest obelgą. Okrutnym kłamstwem i nadużyciem. Następnego dnia, w Niedzielę Zstąpienia Ducha Świętego, 3 czerwca 1979 r wygłosiłem w kościele odpowiednie słowo.

3 czerwca 1979.
Uroczystość Zesłania Ducha Świętego.
Słowa wygłoszone w kościele. Fragmenty. W ramach ogłoszeń.
Człowieku ciężkiej pracy!
Co z tego, że partia komunistyczna ma w tytule robotnicza? Co partia z ciebie zrobiła? Nieboraka. Traktuje cię jak najtańszą siłę roboczą. Zrobiła z ciebie niewolnika. Dała ci mieszkanie i pracę, ale odebrała ci godność i sięga po twoją duszę. Nikt nie pyta ciebie o zdanie, tylko w twoim imieniu podpisuje się najhaniebniejsze telegramy i listy protestacyjne. Skompromitowano twoje dobre imię przed Polską i światem. Ojczyzna już wie, a świat się dowiaduje, że mieszkańcy Śląska nie chcą u siebie Papieża-Polaka.
Kto ma prawo tak okrutnie kłamać. Tak boleśnie ranić i zniesławiać Śląsk i jego mieszkańców, którzy jedenaście lat tak serdecznie jak nikt i entuzjastycznie witali księdza kard. Karola Wojtyłę na pielgrzymkach Ludzi Pracy w Piekarach.
Ludzie ciężkiej pracy!
To w waszym imieniu wysyłano telegramy do Episkopatu. Do ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego, do ks. bpa Herberta Bednorza o treści: „Nie chcemy Papieża na Śląsku”. Nie chcesz Papieża? Naprawdę? Nie chcesz przyjąć Największego Syna Polski, który wprawia w podziw cały świat? O którym brat Roger powiedział: „Przez tego Wielkiego Papieża, Polska stałą się światłością dla świata. Przez tego Wielkiego Polaka, idzie odrodzenie świata i Kościoła.
Teraz zwracam się do aktywistów.
I ty aktywisto złożyłeś swój podpis pod słowami:” Nie chcemy Papieża na Śląsku” i nie uschła ci ręka? Tłumaczysz się, że ci kazano, a ty jesteś w dozorze i bałeś się, że człowiek z legitymacją będzie na ciebie patrzył złym okiem? I ze zwieszoną głową to podpisałeś. Bo jesteś nauczycielem i przyzwyczaiłeś się do dyktanda? A gdzie sumienie?
„Nie chcę Papieża”. Ale wyciągnięty z zakładu pracy, Chruszczowa, Breżniewa, Święto Trybuny Robotniczej, będziesz witał. Z Coca Colą, bułką i kiełbasą w ręce. Coś ty pozwolił z siebie zrobić?
Nikt nie szanuje twojej godności. W oczach czerwonej burżuazji już przestałeś być człowiekiem. Jesteś tylko kopidołem, kopiącym własny grób. Jastrzębie to jedna, wielka, górnicza rodzina. Zwróciłem się z prośbą do kopalni by ich autobusy, za opłatą przewiozły górników na spotkanie z Papieżem Robotników. Z Papieżem, którego okupant zmusił do niewolniczej pracy w kamieniołomach. Nie otrzymałem zgody ponieważ ucierpiałaby produkcja. Już w Starym Testamencie czytamy, że zwierzęta wół i osioł miały prawo do odpoczynku, do dni wolnych od pracy. Ty nie zasługujesz na dzień urlopu by się spotkać z Papieżem Polakiem bo ucierpi produkcja. Człowiek się nie liczy, tylko norma. Ta produkcja, która pali się na hałdach. Ciebie nie stać aby za trzydzieści tysięcy złotych pojechać do Rzymu na spotkanie z Janem Pawłem II. Tymczasem zachodnia prasa podaje wiadomość pod tytułem: „Czerwony hrabia bawi się w Paryżu”, że syn polskiego wysokiego urzędnika państwowego, dwa dni hulał w hotelu w Paryżu, za co zapłacił trzydzieści osiem tysięcy dolarów. Twoi partyjni przełożeni uznali, że jesteś niegodny oglądać przybycia Ojca Świętego do Ojczyzny nawet w telewizji i wyłączyli prąd. Nas wszystkich potraktowano jak dziurawy garnek wyrzucony na śmietnik.
Ty jesteś przeznaczony do ciężkiej, niewolniczej pracy. Stoisz jak nie człowiek w beznadziejnych kolejkach i upokorzeniach po wolną niedzielę. Po nadrobiony wolny dzień. Po przysługujący urlop. A wszystko dlatego tak jest, abyś się zmęczył, zniechęcił i przestał upominać się o własne prawa. Na kopalni widzisz zdemoralizowanie tych, którzy cię uczą socjalistycznej pracy i moralności oraz kryminalne marnotrawstwo.
Dzisiaj obchodzimy uroczystość Narodzin Kościoła. Duch Święty zstępuje na Kościół, Jezus nazywa go Duchem Prawdy i Pocieszycielem. I nas zapewnia, iż Duch Święty zostaje z nami do końca wieków. Z chwilą przybycia Jana Pawła II do Ojczyzny jesteśmy świadkami narodzin nowego Kościoła w Polsce. Anieli grają i śpiewają. Czerwone króle witają. Bydlęta klękają. Cuda się dzieją. Trzydzieści pięć lat czekaliśmy, aby na Placu Zwycięstwa stanął krzyż. A pod krzyżem, obok Matki Bożej stanął Papież Polak i wołał do Pana w imieniu Narodu: „ Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi.”

SPOTKANIE JANA PAWŁA II Z WIERNYMI ŚLĄSKA I ZAGŁĘBIA
Spotkanie Ojca Świętego z Ludem Bożym Śląska i Zagłębia miało miejsce w piątym dniu papieskiej pielgrzymki do Ojczyzny, 6 czerwca 1979 roku w Częstochowie. To było oblężenie Jasnej Góry. Ślązacy przyszli z pieśnią i orkiestrami. Chociaż tłum był niezliczony, wszędzie panowała dyscyplina, pobożność i radosna powaga. Najbardziej cieszyli górnicy w galowych mundurach i kolorowych pióropuszach. Bp katowicki Herbert Bednorz przypomniał związki Ojca Świętego z mieszkańcami Śląska i Zagłębia i jego kazania głoszone na pielgrzymkach w Piekarach Śl. Biskup ze zgromadzonym Ludem Bożym pozdrowił Papieża śląskim zwyczajem, trzykrotnym Szczęść Boże.
W czasie Mszy Świętej dla wiernych Śląska i Zagłębia, w procesji z darami, branżę górniczą reprezentowali górnicy z Jastrzębia, z naszej parafii. Delegację stanowili wybrani górnicy – sztygarzy. Przed wyjazdem na Jasną Górę odbyłem z nimi spotkanie, jak się odnosić do Ojca Świętego, jak się w jego obecności zachować. Byli naprawdę eleganccy. Przystojne chłopy. Ojciec Święty patrzył na nich z ciekawością. Widać było, że sprawiają mu dużą radość. Przyjmował dary w milczeniu. Z nikim nie rozmawiał ale bardzo uważnie przyglądał się każdej delegacji. Po skończonej Mszy Świętej przed odlotem do Krakowa, Ojciec Święty prosił zgromadzonych, aby pozostali na swoich miejscach, bo z góry, z helikoptera chce zobaczyć oblężenie Jasnej Góry.

10 czerwca 1979.
Niedziela. Dziewiąty dzień pielgrzymki Jana Pawła II. Kraków . Błonia krakowskie.
Spodobali się Ojcu Świętemu, nasi rasowi górnicy i na Jego prośbę uczestniczyli w pontyfikalnej Mszy Świętej na Krakowskich Błoniach. W procesji z darami ofiarnymi znów reprezentowali cała górniczą brać.
Ponieważ w Częstochowie Papież z delegacjami nie rozmawiał, tym razem w delegacji byli prości, dołowi górnicy, wyjątkowo zasłużeni dla naszego kościoła, który jest w budowie. Wśród nich był Jasiu Czerwionka, silny i wyjątkowo pracowity. Ma brzydką wadę. Wszyscy o tym wiedzą. Nawet Biskup Bednorz. Jasiu mówi kuchenną łaciną, seriami. Po ludzku mówi gdy się pomyli.
Rozpoczęła się Msza Święta. Zbliżyło składanie darów ofiarnych. Górnicy podeszli do Ojca Świętego. Prezentowali się wspaniale. Tu czekała mnie niespodzianka. Nie wierzę własnym oczom. Krew uderza mi do głowy. Na czole czuję zimny pot. Ojciec Święty przygarnął do siebie Jasia i długo rozmawia. Potwornie się bałem, jak Jasiu wyjdzie z wiązanką do Papieża to skompromituje górników a Ojcu Świętemu przestanie smakować modlitwa tej Mszy Św. Serce waliło jak młot a myślenie trzeszczało.
Nie mogłem doczekać się końca wspaniałej uroczystości. Wreszcie jest Jasiu, uśmiechnięty, radosny, niezwykle zadowolony. Rozkłada ręce i z daleka do mnie woła: „Szefie! Nie zabluźniłem, ani jeden raz. Ale szef nie wie ile mnie to kosztowało”. Od razu pytam: Jasiu, możesz mi powiedzieć o czym rozmawiałeś z Papieżem? Jasne, że mogę. „No co jo se z Ojcem Świętym pogodoł. Jo zech Mu pedzio. Ojcze Święty! Wy wiecie jak my Wos kochomy. Życie za Wos domy. Tak my Wos serdecznie w Piekarach zawsze przyjmowali. I teraz bardzo my Wos chcieli witać i gościć na Śląsku i zaś razem się cieszyć. Ale wiecie kto Wos nie chciał? Ten strzyżony na jeża Ten December Palast. No ten Grudzień. I za nos wysyłał telegramy przez swoich pachołków, że my na Śląsku Wos nie chcemy. To nie jest prowda. To jest cygaństwo i my Wos za to przeproszomy.” Od prostego górnika Jasia Ojciec Święty dowiedział się nagiej prawdy. Dziękujemy ci Jasiu. Jeżeli Jasiu będzie modlił się na różańcu, który otrzymał od Papieża, to w niebie otrzyma nagrodę większą niż denara.

Wiecej >>




Ks. prałat Bernard Czernecki
powrót »