Listy do nas

powrót »
Przykład solidarności i pomocy bliźnim

Przykład solidarności i pomocy bliźnim

Uzupełnienie do artykułu: „Wspomnienia jastrzębian” pani Marii Lerch (zobacz)

Dzień dobry pani była Sąsiadko!

Z bardzo licznymi mieszkańcami Jastrzębia łączą nas głębokie wspomnienia. Do wielu z nich należy rodzina Lerch (właściwie pani Lerch i jej synem Erichem). Uczucia serdeczności i wdzięczności pozostały w naszej pamięci również wobec rodziny Krypczyk i Goik z Dębiny, w domach których spędziliśmy ostatnie miesiące wojny (koniec 1944 i początek 1945). W roku 1945, kiedy instalacje sanitarne na „Oberhofie” były całkowicie zdewastowane a woda w studni zatruta, korzystaliśmy z uprzejmości starszej pani Lerch, otrzymując czystą wodę z jej studni. Kilka razy dziennie przywożono ze studni pani Lerch na „Oberhof” 6 - 8 dużych konewek wody. Każda z nich miała chyba 100 czy 200 litrów pojemności. Przypominam sobie również bardzo tragiczny widok. Po ciężkich walkach i opuszczeniu pierwszej grupy wojsk radzieckich, wymknęliśmy się z pod opieki naszych matek celem „spenetrowania terenu”. Niestety natknęliśmy się na pełen zgrozy widok, mianowicie na podwórzu państwa Lerch leżały zwłoki spalonego żołnierza. Kochani: NIGDY WIĘCEJ WOJNY!.

W tym miejscu pragniemy wszystkim wspomnianym lub ich potomkom przekazać najserdeczniejsze podziękowanie za okazaną nam wówczas pomoc. Na szczególne podkreślenie zasługuje bohaterska postawa pani Goik z Dębiny. Udzieliła ona bowiem w ostatnich tygodniach wojny schronienia Polakom i Żydom, którym udało się zbiec z „marszów śmierci” prowadzących z Oświęcimia do Wodzisławia. Przygarnęła ona również dwóch żołnierzy niemieckich uciekających przed zbliżającymi się czołgami radzieckimi.

Szczytem szlachetnego humanitaryzmu był fakt, że uciekinierzy „marszów śmierci” nie zdradzili wojskom radzieckim, że w piwnicy czy w chlewie ukryci są żołnierze niemieccy. Być może, że zakończyłoby się to śmiercią wszystkich (ponad 50 osób) przebywających w piwnicy u pani Goik.

Jesteśmy jednymi z wielu wnuków pana Josepha Schrey (według pisowni polskiej - Józefa Szraja. W Jastrzębiu używano tylko tej pisowni i rodzina nasza znana była w Jastrzębiu tylko pod tym nazwiskiem). Dom i gospodarstwo państwa Lerch graniczyło bezpośrednio z pastwiskami „Oberhofu”.

Komentarz do artykułu pani Anny Lerch postanowiliśmy napisać z dwóch powodów: Po pierwsze, nadarza się okazja przekazania tą drogą serdecznych pozdrowień wielu znajomym mieszkańcom Jastrzębia i podziękowań, przede wszystkim wspomnianym powyżej rodzinom. Udzielona nam pomoc przez wspomniane rodziny wyzwoliło w nas na całe życie poczucie obowiązku udzielania pomocy również innym ludziom, znajdujących się w trudnych sytuacjach życiowych. Mieliśmy do tego niejednokrotnie okazje. Na Zachodzie Europy nie przejechaliśmy nigdy obojętnie obok stojących na poboczach ulic samochodów z polskimi rejestracjami (najczęściej maluchów). Kierowcom tych pojazdów często zabrakło paliwa. Wiedzieliśmy, że byli to Polacy, którzy w okresie kryzysu gospodarczego w Polsce w latach dziewięćdziesiątych, w okresie stanu wojennego, zmuszeni byli do zarabiania pieniędzy poza granicami Ojczyzny. Był to okres, w którym złotówka stała w bardzo niekorzystnej relacji w stosunku do marki niemieckiej. Przed rozpoczęciem pracy zarobkowej, osoby te nie posiadały jeszcze wystarczającej ilości pieniędzy i zdarzało się, że zabrakło im po drodze benzyny. W razie potrzeby udzielaliśmy im pomocy, zaopatrując ich w paliwo. Gdy pytali nas, na jaki adres mogą w przyszłości przekazać pieniądze za benzynę proponowaliśmy im, aby w podobny sposób pomogli następnym osobom, znajdującym się w podobnej sytuacji.

W początkowym okresie masowego przyjazdu ludzi z Polski do „prac sezonowych” w Niemczech - akcje te nie były odpowiednio zorganizowane. Osoby przyjeżdżające w tym okresie nie miały żadnego ubezpieczenia, umożliwiającego im korzystania z bezpłatnych usług lekarskich na terenie Republiki Federalnej Niemiec. Jako lekarze, prowadziliśmy bezinteresownie między godziną 20:00 a 22:00 porady lekarskie dla Polaków pracujących w naszej okolicy w Niemczech. Były to między innymi okazje odwdzięczania się innym osobom za okazane nam przysługi w przeszłości.

Po drugie, w internecie oraz w innych publikacjach pojawiło się już kilka artykułów, w których wspomina się naszą rodzinę Schrey czy Szraj. Niestety stwierdziliśmy, że podawane informacje nieco odbiegają od stanu faktycznego. Dlatego też pozwalamy sobie na wprowadzenie kilku informacji uzupełniających. W artykule „życie codzienne dawniej” czytamy: „Brat Alojza- Józef, miał...”. W rzeczywistości Alojzy był synem a nie bratem Józefa Szraja (Schrey). Ponieważ te dwie osoby często widywano razem, można było przypuszczać, że są oni braćmi. Obydwaj byli posiadaczami odrębnych majątków. „Oberhof” należał do Józefa Szraja a „Schlosshof” do jego syna, Alojzego. Dziadek nasz (Józef Szraj) pełnił jednak do końca swego życia rolę przywódcy duchowego i organizacyjnego obu tych dworów. Józef Schrey (Szraj) mieszkając jeszcze w Raciborzu, przejął wspólnie z panem Teofilem Pardygołem „Schlosshof” w latach 1921 czy 1922 w dzierżawę. W okresie parcelacji w latach trzydziestych kupił on dla swego syna Alojzego część tego majątku, a jako kurator „Schlosshofu” dopilnował również, aby pozostałą jego część nabyły na własność córki wówczas już zmarłego śp. Teofila Pardygoła: Aniela i Gertruda. Alojzy poślubił w przyszłości panią Anielę Pardygoł.

Gdy Dziadkowie nasi (Wiktoria i Józef Szraj) zamieszkali na stale w Jastrzebiu, szybko zorientowali się, że podupadający stan gospodarstw rolnych w całym rejonie, spowodowany między innymi kryzysem gospodarczym lat trzydziestych, wymagał radykalnych posunięć zmierzających do poprawy tej sytuacji. Jak sami twierdzili, warunkiem umożliwiającym osiągnięcie tego celu było wprowadzenie nowego ducha optymizmu wśród rolników i rozpowszechnienie nowych metod uprawy rolnej. Stworzyli oni w Jastrzębiu Dolnym nową instytucję tzw. „Składnicę”. Za jej pośrednictwem rozpowszechniano nowe zasady uprawy rolnej. Pola były wyjałowione i mało urodzajne. Dziadek nasz uświadamiał okolicznych rolników, że poszczególne gatunki roślin pobierają z ziemi tylko określone substancje odżywcze pozostawiając pozostałe w glebie. Ponowne zasiewanie tych samych roślin w kolejnych latach prowadziło do jednostronnego wyjaławiania gleby, a rośliny te nie znajdowały już potrzebnych dla ich rozwoju substancji. Wprowadzanie co roku odmiennych gatunków hodowli przyczyniło się do gwałtownego wzrostu wydajności plonów. Na dalszą poprawę wydajności plonów przyczyniło wprowadzenie nawozów sztucznych do uprawy rolnej. Pozytywnie wpłynęło również rozpowszechnianie nasion, dotychczas rzadko stosowanych rodzajów warzyw.

W „Składnicy” nabyć można było także przedmioty niezbędne do racjonalnego prowadzenia gospodarstw rolnych (surowce opałowe, nasiona zbóż i warzyw itp.). Celem „Składnicy” było także szerzenie wiedzy wśród okolicznych rolników, na temat nowoczesnej w owym czasie uprawy roślin i hodowli zwierząt. W tym celu prowadzone były w „Składnicy” odpowiednie „wieczorki rozpowszechniania wiedzy rolniczej”.

Informacje nasze czerpaliśmy ze wspomnień naszych rodziców. Znalazły one także potwierdzenie w wypowiedziach (w przeszłości) wielu szlachetnych starszych mieszkańców Jastrzębia jak również wielu innych zacnych ludzi powiatu rybnickiego. Z treści rozmów z nimi wynikało, że między innymi nasi dziadkowie przyczynili się w zasadniczy sposób do poprawy sytuacji gospodarczej w rejonie wodzisławsko-rybnickim. Miało to miejsce w okresach kryzysu gospodarczego zarówno w latach trzydziestych, jak i w latach powojennych (1945 – 1956). Obydwa dwory były po wojnie w 1945 roku bardzo znisczczone i kompletnie opustoszone. Nie było tam ani bydła ani maszyn rolniczych, a stodoły i spichże były puste.

 

Pozdrawiamy bardzo serdecznie wszystkich Jastrzębian

znani w Jastrzębiu jako Leoś i Heniek Szraj

 

 

 


 




Leoś i Heniek Szraj
powrót »